I Liceum Ogólnokształcące im. Juliusza Słowackiego w Skarżysku-Kamiennej
Karol Kusztal PDF Drukuj Email

Karol Kusztal I a

***

Poezja-czasem to kilka wersów zmieniających coś,
co przecież wydawało się oczywiste.
Czasem to spojrzenie na sprawy względnie banalne
z perspektywy ich nagłej niebanalności.
Czasem to odejście od życia przyziemnego,
w celu zrozumienia czym ono tak naprawdę jest.
Czasem to uśmiech do człowieczeństwa,
by człowiek pozostał człowiekiem.
Czasem to zwykłe zasłyszane słowa,
które zmienią cząstkę świata- ludzi.
Jednak najczęściej to życie,
o którym ktoś, po prostu chce opowiedzieć.
Posłuchaj czasem tych opowieści.
Warto.

***

I co? To chyba tyle.

Kilka lekkich oddechów. Kilka ciężkich.

Kilka krzyków. Kilka łez.

Kilka zadrapań i piaskownic kilka.

Kilka buntów  i znów oddechów.

Kilka myśli mądrych kilka głupich.

Wszystkiego po trochu.

Kilku wspaniałych i tych gorszych kilku

Kilka szczęśliwych zakończeń, przez dobro losu

Kilka przez decyzje własne i kilka cudze.

I już. To chyba tyle.

Kilka planów na siebie kilka recept na szczęście

Kilka upadków kilka bardziej lub mniej bolesnych

Kilka zdrad kilka butelek wódki papierosów kilka

Kilka miejsc naszych bardziej a kilka mniej

Wszystkiego po trochu

 A teraz biel błękit jasność trzeciego piętra

I czerń i mrok nam bliższego parteru

Dziś jeszcze płacz i ból. Ukojenia za grosz

Za rok tu kwiaty i światełko małe

I zadumy chwila a w niej myśl : jak szybko życie mija 

***

Nie ma cię ze mną tych kilka godzin

A czuję że nie ma świetlności lata

Odeszłaś nagle. Jak mogłaś to zrobić!?

Beze mnie… przecież mi obiecałaś…

Logicznym byłaby złość, Moja Droga

Złość wielka, niezmierna i zarazem wstrętna

Choć ukarać nie mogę to ogromnie chciałbym

Za pustkę przez którą serce pęka

A co do serca, bije jeszcze

Choć sam się dziwię jak to możliwe

Kochałem szczerze i kochać chcę dalej

Lecz co?

Powietrze? Wodę? Kwiaty? Ryby?

Co do miłości dorzucę od siebie

Że większa czy mniejsza nigdy nie była

Zawsze tak samo jak Bóg człowieka

Jak pisarz kartkę, jak wodę rzeka

Pomyślisz że bredzę

Myśl sobie proszę! I tak spokoju Ci jeszcze nie dałem!

Dołączę niedługo możesz być pewna

Dokończę tylko co spisać musiałem

A jak już przybędę, będziemy sami

Tak sami, jak zawsze być chcieliśmy

Na wieki wieków i amen

I sen nasz wreszcie może się ziści

Zostawię tylko wiadomość jedną:

„Nie płaczcie moi bo to nie trzeba”

A my ? Widzimy się zaraz na górze

Wspinam się właśnie ku bramom nieba 

***

ON: W złudnym świecie szukał odpowiedzi na złudne pytania. Banalne pytania. Ilekroć wydawało mu się, że odpowiedź jest blisko, okazywało się, że właściwie ona nie istnieje. Świat fałszywych ludzi, fałszywych uczuć, ukazywany na fałszywych twarzach. Kara życia, ileż warta przy możliwości odbywania jej w krainie fałszu? Biegł czas, jakby bez jednego nawet przystanku na szczere człowieczeństwo.

ONA: Choć długo nieznana, a jakby była od zawsze. Błąd. Jej nie ma. Smutek, żal, rozpacz, krzyk ku wolności. Wolność, nazywana miłością, która była potrzebna jak nigdy. Okrzyk radości, kiedy pojawiła się w jego życiu. Jest. Była od zawsze. Ale czy zostanie, jeśli tak to na ile? Co później? Powrót, niczym cofnięcie się do przepaści rozpaczy?

Tak! Już wie! Jest, była, zostanie! Strach już nie istnieje! Zrozumiał, że nie ma banalnych pytań. Są tylko banalne odpowiedzi, a dzięki niej wie już wszystko

***

Mieliśmy nigdy nie zwątpić

Mieliśmy dać szansę sami sobie, szczerze, bez niemocy

Mieliśmy uruchomić strefę uczuć, tak by dawała pewność szczęścia jutra

Mieliśmy zawsze razem, nigdy osobno

Mieliśmy w każdej chwili, już, teraz, zaraz

Mieliśmy uwierzyć, aby radzić sobie dalej

Mieliśmy…

Zwątpiliśmy stanowczo za szybko

Szansa zmarnowana, nigdy już ponownie nie zagości

Uczucia, szczęście? Nie. Nie istnieją

Razem? Może kiedyś, nie dziś, nie jutro

Wiara?  Z tym nic wspólnego raczej nie mamy…

Zgubieni w ciemnych korytarzach życia

Pełzając, szukamy wyjścia

Niczym śpiewak tracki i jego triada utracona na zawsze

I tak żyjemy z dnia na dzień

W odbiciu powtarzając że będzie dobrze

Nie jest, nie będzie

To pewne

Umierajmy…

Umierajmy spokojnie…

***

Myślałem, ze zgubiłem drogę.

Myślałem, że nie ma już niczego.

Myślałem, ze sens runął już dawno, gdzieś w przestrzeń.

Myślałem, ze Bóg ze mnie zrezygnował, stawiając na lepszych z tłumu istot.

Życie mi ucieka...myślałem.

Próbowałem znaleźć prawdę, niczym dziecko szukające odpowiedzi na banalne pytanie.

Próbowałem...

Obudzony krzykiem duszy, ocknąłem się znienacka.

Przerażony patrzyłem na uciekający za kratami życia świat.

Z rezygnacją i niedowierzaniem obserwowałem ich, pytając siebie : kim oni są ?

Zastanawiałem się jak możliwym stać się może moje odejście i ile korzyści płynąć z niego może ?

Wstałem, zostawiłem puste, przesiąknięte rozpaczą cztery ściany.

Wyszedłem, nie zamykając za sobą drzwi.

Na stole zostawiłem pustą kartkę, traktując ją jak wyznacznik, nowego, "czystego" życia.

Liczyłem że pozwoli wyjaśnić ona moje zniknięcie.

Idąc przed siebie, myślałem czy prawidłowa jest moja "ucieczka".

Pomyślałem : nie ma odwrotu.

A dziś ?

Dziś jest lepiej.

***

Kiedyś postanowiłem uwierzyć w to że świat jest piękny, ludzie dobrzy, los sprawiedliwy, miłość warta poświęceń a za dobre uczynki ktoś nam odpłaci. Naprawdę starałem się zrozumieć na czym polega odwieczna nienawiść ludzi do samych siebie, pęd posiadania, mnożenia zdobyczy. Życiowe wartości upadły, prawo marzeń spadło na sam dół tabeli ludzkich potrzeb. Zastąpiono je krwiożerczymi walkami o to co mało ważne. Dlaczego postanowiono oddać piękno naszego wartościowego, jednak bardzo krótkiego życia i wymienić je na miernotę, na rzeczy zbędne do szczęścia? W twarzach ludzi nie widać już radości, chęci dążenia do tego by dawać tę radość innym. Co takiego musiałoby się zdarzyć by człowiek odnalazł ten najcenniejszy dar, dar obdarowywania uśmiechem pustych maszyn, wciąż nazywających się ludźmi. Te maszyny produkują nienawiść, smutek i rozpacz. Zarażają się nimi nawzajem a w ostatecznym momencie pękają jak mydlane banie, lecz nie kolorami tęczy a szarości. Wylewają na siebie swe brudy, obrzucają pomyjami, finalnie dziwiąc się że z minuty na minutę życie staje się trudniejsze. Odkąd pojawiła się możliwość utraty człowieczeństwa jest ona permanentnie wykorzystywana. Problem ludzkiej duszy leży w nas samych, dostrzec go potrafią nieliczni, a i oni nie przyznają przed ogółem w czym tkwi problem. Stając przed lustrem obiecują zmiany których nie są w stanie spełnić. Kłamstwo przeciw samym sobie, zabija ich w sposób dla nich niewidoczny. Udają kogoś kim nie są patrząc na siebie. Jeśli zdolni są okłamywać samych siebie, to jak  mówić o szczerości do innych?! Postanowiłem uwierzyć w ich dobro...zwariowałem. 

 
Slideshow by phatfusion
Design by Next Level Design Lizenztyp CC

-:)Yeti-Kolos(:-