I Liceum Ogólnokształcące im. Juliusza Słowackiego w Skarżysku-Kamiennej
Oskar Krzesiński PDF Drukuj Email

***
W księżycowym gaju, nad brzegiem jeziora,
Mieszkała kobieta, a z nią wilków sfora,
Biła jasno od niej srebrna moc księżyca,
I żadne uczucie nie mąciło jej lica,
Gibkie jej ciało, niczym na wietrze trzcina,
W dzikim tańcu z wilkami wije się i wygina,
Jej piękne oczy skrzą się srebrnym blaskiem,
A jej białe włosy zlewają się z piaskiem,
Wtem młody śmiertelnik wtargnął do jej gaju,
I ujrzał istotę, dziewczę jak z raju,
Ledwie ją spostrzegł, wilki go dopadły,
Lecz w dziewczęcym sercu już lody opadły,
Kolejne już łzy od setek lat wylała,
I cały swój ból w zaklęcie przelała,
Oplotła wnet chłopca srebrna moc jej lica,
I razem z resztą sfory zawył do księżyca,
I tak to już trwa, od wielu setek lat,
Kto w gaju zginie wilkom będzie jak brat,
Staną wszystkie razem wokoło dziewicy,
Cisi, nieśmiertelni, jej wilczy strażnicy.

"I to ciche wyznanie miłości"

Cichy szloch w obłędnej ciemności
Serce nie znające prawdziwej radości
Ciągle zawieszone w czarnej nicości
I tak pragnące szczęśliwej miłości
Kolejne noce we łzach zatopione
Piętno samotności na sercu wypalone
Spojrzenie pełne rozpaczy na jej zdjęcie rzucone
I miłosne wiersze nigdy nie ujawnione
Serce oddane w jej ręce z miłości
Nieskończone pokłady bezgranicznej ufności
I to życie ciągłą nadzieją radości
A serce ugodzone ostrzem obojętności
Cichy szloch w obłędnej ciemności
Serce nie znające prawdziwej radości
Oprócz pragnienia jej wiecznej bliskości...
I TO CICHE WYZNANIE MIŁOŚCI

"Znowu"

Znowu to słyszę
Cichy szloch dobiegający z telefonu nocą
Cichy szept błagający o powrót
Ciche słowa miłości, wyciskające łzy z oczy
Znowu to słyszę
Cichy jęk rozpaczy, gdy zasypiam
Cichy szmer, gdy łza spływa po twarzy
Cichą pieśń, wzywającą na drugą stronę
Znowu to czuję
Ogromną radość, gdy spogądam na Twoje zdjęcia
Ogromną tęsknotę, gdy nic nie piszesz
Ogromną miłość, gdy słyszę Twój głos
Znowu to wiem
Chcę być tylko Twój
Chcę otrzeć wszystkie Twoje łzy
Chcę pomóc Ci powstać z kolan
I już na zawsze przy Tobie być

„Świat bez miłości”

Czymże byłby świat bez miłości?

Czarną otchłanią pełną jedynie strachu, rozpaczy i wojny.

Czymże byłby świat bez tego płomiennego uczucia?

Jaki sens miałby każdy nasz świt bez miłości?

Bezdenna studnia, do której w końcu wpadnie każdy?

Czy może ogromny stos nienawiści, na którym spłonie każdy z nas?

A może jednak życie dla niektórych byłoby wtedy lepsze?

Jakże trudno jest zapomnieć o upokorzeniu z powodu niespełnionej miłości i zdrady.

Nieprzespane noce pełne rozmyślań nad osobą, która nie odwzajemnia naszych uczuć.

Natrętne myśli nie dające się skupić na codziennym życiu. 

Może jednak świat byłby lepszy bez miłości.

Ambiwalentność uczuć”

Jestem wodą,

Ochłodzę Cię lub utopię.

Jestem ogniem,

Ogrzeje Cię lub spalę.

Jestem światłością,

Oświecę Cię lub oślepię.

Jestem ciemnością,

Skryję Cię lub pochłonę.

Jestem miłością,

Uszczęśliwię Cię lub zniszczę.  

Jestem sobą,

Będę Cię kochał

***

Wiatr porusza gałęziami i zmiata liście

Jakby chciał oczyścić mroczną ścieżkę którą kroczę

Drzewa drżą na wietrze niczym pióra ptaka w locie

A kruki wygłaszają swą ponurą i przerażającą litanię

Wystarczy się wsłuchać by usłyszeć echa szeptów odbijające się od ścian budynków

Lekkie światło latarni sprawie że pusta ulica skąpana jest w półmroku

Księżyc w pełni próbuje przebić się przez granatowe pasma chmur

Widać błyski i słychać grzmoty jakby Aniołowie spadali z nieba

Rześkie nocne powietrze przesycone jest zapachem samotności i tęsknoty

Pragnieniem bliskości ukochanej osoby

Zapachem krwi i łez

Dziś czujesz się tak jakby odebrali Ci wszystko

Jakby zdjęli Ci aureolę i wyrwali skrzydła

Ale spokojnie

One odrosną

Ale to Ty zdecydujesz czy będą białe czy czarne

To Ty zdecydujesz czy będziesz Upadłym

Niewolnikiem własnego bólu i zemsty

"Tylko mrok"

Nie mów tak już

Nie mów że mnie kochasz

To boli jeszcze bardziej

Kiedy przy mnie szlochasz

Jeśli chcesz mojego szczęścia

Jeśli kochasz mnie prawdziwie

Daj mi odejść i z tym skończyć

Żałobnej czerni się nie dziwię

Gdy ocieram swoje łzy

Serce pęka mi na pół

Nie wytrzymam jeszcze Twoich

Chyba zaraz skoczę w dół

Lecz teraz wszystko jasno widzę

On niech twoje serce przyjmnie

Odchodzę i zostawiam cię samą

Już tylko mrok mnie obejmie

Czerń spowije wszystko wkoło

Życie czarny płaszcz narzuci

Mam dość wszystkich włącznie z tobą

Moje serce cię porzuci

"Piekielna miłość"

Wędrował samotnie poprzez cienie

Nie miało sensu istnienie jego

Krzykiem rozpaczy było milczenie

W wieczność odszedł ze świata tego

Samotnie stoi czarna mogiła

Na niej kwiat uschnięty leży

Ziemia krwi się już napiła

Teraz nawet a piekle śnieży

Krwawe krople płyną z nieba

Wicher pieśń tę w świat unosi

Tu nic więcej mu nie trzeba

Milczący wzrok na nią podnosi

Serce znowu w porządania płomieniach

Z oczu krawa rzeka płynie

Ręcę w krwi po niespełnionych marzeniach

Nic nie jest trwałe i wszystko przeminie

Jest obok niej ona go nie widzi

Gdy zagląda wgłąb jej duszy

Swych uczuć słabości nienawidzi

Czeka aż miłość jej serce poruszy

Jej dusza w czarną się przemien

i Nie widzą szczęścia swojego

Ale wkrótce się to zmieni

Bo u piekielnego boku jego

Zazna miłości trwającej na wieki

Razem na pustyni swoich dusz

Nawet gdy na zawsze zamknie powieki

W miłości przetrwają setki powodzi i susz

"Strata"

Serce przyspiesza

Widzisz blask chyba

Wijesz się z bólu

Jak bez wody ryba

Przestajesz czuć ciepło

Tracisz wzrok

Zamykasz powieki

Ogarnia cię mrok

Odczuwasz chłód

Z bólu wyjesz

Straciłeś ją

A bez niej nie żyjesz

"Lina"

Drzewo porusza się na wietrze

To Ty byłaś ta jedyna

Byłaś dla mnie jak powietrze

Teraz czeka na mnie lina

Nie zobaczę Ciebie więcej

Tak mi było tu pisane

Tam zobaczę Ciebie prędzj

Twoje kości pogrzebane

Lina zacieśnia swój uścisk

Powietrze uchodzi ze mnie

Znika ciała tego nacisk

Ogarną mnie ognie piekielne

"Gniew Boży"

Znowu wszędzie płomienie

Czarne gwiazdy lecą z nieba

Takie Niebios jest pragnienie

Tego właśnie Im potrzeba

Czarny Anioł zstąpił z góry

Biały Demon powstał z dołu

Krwią zabarwił swe pazury

Wtrącił nas do łez padołu

Wszyscy znowu na kolana

Proście Go o wybaczenie

Módlcie się do swego Pana

Lub czekajcie na zniszczenie

"Zupełne przeciwieństwa"

Ona i on

Zupełne przeciwieństwa

Trwają tak razem

Smakując szaleństwa

On daje przyjemność

Ona pełna miłości

On kocha gdy młodość

Ona nawet w starości

Nie pasują do siebie

Jak to z nimi będzie?

I tak jak ja Ciebie

Kochają w obłędzie

Kochają póki mogą

Póki starczy sił

Bo gdy jej zabraknie

We krwi się będzie wił

"Ona i On"

On jest jak woda

Daje ochłodzenie

Ona niczym płomień

Niesie podniecenie

On swym dotykiem

Koi wszystkie rany

Ona swoim ciałem

Otwiera piekła bramy

On jest jak Anioł

Duszy da wytchnienie

Ona niczym Demon

Dla ciała upojenie

I trwają tak razem

Nierozłączni w swej miłości

I będą tak trwali

Anioł i Demon w wieczności

"Cienie"

Oni we dwoje

Razem w wieczności

Ona niczym Anioł

On książę Ciemności

Stąpają w zaświatach

W uścisku miłości

Nie znając prawdy

Nie znając radości

Skazani na męki

W blasku zniczy

Niewinni w cierpieniu

Konają w goryczy

Raz za razem

Po sobie płacząc

I krwią nadgarstków

Swe groby znacząc

Dawne cienie z dawnych lat

O północy w jedną noc

Przenikają na nasz świat

By pokazać mroku moc

"Skazani"

Za życia nie chciani

Po śmierci przebudzeni

Błąkają się wspólnie

W cieniu swoich cieni

Ona daje miłość

On uczy szaleństwa

Mają całą wieczność

By dowieść partnerstwa

On w jej ramionach

Kładał się w chorobie

Teraz w tym szaleństwie

Tańczy po swym grobie

"W miłości okowach"

Na kamieniu ktoś wykuł

Los nie miał litości

Do mogił ich przykuł

Trwają tak razem

Co noc umierając

I dawne swe cienie

Na linach wieszając

Zegarek

 Nosiłem go kiedyś na ręce

 dobrze nam było razem 

odmierzał mi chwile radości

 odmierzał mi chwile urazy

  

ale był staromodny

 zupełnie nie na te czasy

 gdy powiew wielkich nowości

 zdmuchuje klasyczne obrazy

  

więc posłuchałem się ludzi

 mówiących o nim  przeżytek

 i wyrzuciłem zegarek 

nie wiedząc że to zabytek

  

brzęknęło szkiełko o ziemię

 odpadła dłuższa wskazówka

 po co nam taki gdy przecież

 zegarek mamy w komórkach

  

że wart był wiele? - nic po tym

 ważne aby być w modzie

 bo dzisiaj w nowej epoce

być sobą nikt już nie może

  

zegarek ktoś kiedyś znajdzie

 i z troską się nad nim pochyli

 bieg czasu nie zawsze ma rację

 i czas się czasem pomyli.

 19.08.14r.

 Przemysław Skrzypczyński

  

Kartka papieru

 Tak bardzo niepozorna

 i wielce zamyślona

 czeka na dnie szuflady

 na swojego odkrywcę

 przecież nie trzeba wiele

 by przypomnieć z przeszłości

 origami pomysłów

 twórczego człowieka

ulubienica poetów

 z widokami na wiersze

lub biała rezygnacja

 symbol braku natchnienia

  

i wypłakane listy

 cenny papier tęskniących

mokry od deszczu smutku

 pod parasolem nadziei

lub samolot z papieru

 wierny towarzysz dzieciństwa

ulotna chwila dla marzeń

 zabawka prosta i bliska

  

może być testamentem

 może być kartą z książki

 zapiskiem z genialnym wzorem

 przestrogą dla potomności

  

więc zanim pogardzisz jak śmieciem

 i wrzucisz do ognia pomyśl

 jak wiele może być warta

 w rękach właściwej osoby.

Bez odpowiedzi

 Tak wiele listów napisałem,

Aż wyczerpałem wieczne pióro,

Długo czekałem na odpowiedź,

Czując niepokój tuż pod skórą.

Tak wiele listów napisałem,

Że aż listonosz zszedł na zawał,

Umarł biedaczek pod ciężarem,

Lecz duch zanosił wiersze nadal.

Tak wiele listów napisałem,

Że aż papieru mi zabrakło,

W końcu znudziło mi się pisać,

Bo i uczucie już wyblakło.

 03.10.14r.

Po zmroku


Po zmroku ciemność zwycięży nad światłem
i płaszcze ciszy przykryją widnokrąg.
Jak gardziel smoka widziadła wyblakłe
pochłoną radość, przechodząc tuż obok.

Zegar księżyca już północ wybija
i bladym światłem opasa równiny.
Gdzieś pośród drzew przemyka się żmija,
gdzieś miauczy kot przez długie godziny.

Niebo w szarości przepływa zbyt nisko,
szum drzew przerywa spokojną ciszę,
chmur czarnych statki nazbyt są blisko,
widać w oddali pierwszą błyskawicę.

Nagle grom spada jak kula armatnia,
wiatr wyje, deszcz pada na zeschniętą ziemię.
Rozpoczął się właśnie burzy strasznej atak,
trwoży się w milczeniu ludzi słabych plemię.

Po burzy, jak zawsze, nadejdzie świt jasny,
rozproszy się mrok, ustąpią ciemności,
szczęście powróci do ludzi znękanych,
którzy muszą ufać własnej wytrwałości.


31.07.12r.

 Piryt


Nie wszystko złoto, co się świeci,
nie ten jest mądry, kto dużo mówi,
nie każdy uśmiech musi być szczery
i piękne słowa mogą nas łudzić.

Nie ten jest dobry, kto obiecuje,
lecz ten, kto dotrzyma - takich jest mało;
nie każde słońce światłem szafuje,
nie każdy brylant ma dużą wartość.

Płonące źródło bywa zatrute,
jedyne szczęście, jakie nam dano;
to, które z naszym sercem jest skute,
Będzie już jutro najcięższą karą.

                                              
22.12.11r.

 
Slideshow by phatfusion
Design by Next Level Design Lizenztyp CC

-:)Yeti-Kolos(:-