I Liceum Ogólnokształcące im. Juliusza Słowackiego w Skarżysku-Kamiennej
Wojciech Gawron PDF Drukuj Email

Ucieczka od przeszłości

Gdy trupy powstają z grobów,

Smród taki, że klękajcie narody,

Odganiają się od much z mocą kijów,

Nie ma przed nimi żadnej przeszkody,

Bo trupy to tylko wspomnienia,

To przed nimi szukam ukojenia,

Lecz pojawia się Ona,

Swoją mocą rozpuszcza demony,

Gniją, krzyczą, syczą, jęczą dla nich to koniec przygody,

Po długiej walce dociera do rdzenia problemu,

Katakumby zła…

Przygląda się jemu…

W grobowcu siedzi przemoc tego świata,

Zakapturzony starzec cierpień dzieciństwa,

Płaczu, bicia, bolesnego cesarstwa,

Wychodzi z siebie, krew czerwienieje, rozlewa na twarz.

Cały rozgrzany,

Lecz pokonany.

Nędzna maszyna przeszłości,

Nastał czas czystości.

Serce

Gdy idę ulicą widzę cienie zwątpienia,

Ach losie oszczędź mi tego cierpienia,

Bawiąc się sercem niszczysz od środka.

I wszystko tak znika, wszystko się zmienia.

Jednak jest mały obłoczek światełka,

Pasma nadziei na lepsze jutro wolne od zniszczenia.


Wiara

Zostań przy mnie, a nigdy Cię nie opuszczę,

A jeśli umrę odwiedzę Cię w trumnie,

Czerwona szminka, biały makijaż,

Wyglądasz na ciało do spalenia,

Siedząc przy tobie myślę co jest do zrobienia ,

Brak mi odwagi,

Czy jestem godzien zobaczyć Ciebie w chwale triumfu,

Który rozbrzmiewa niczym słowa hymnu,

Kochasz milczenie, ale co w tym nie zwykłego,

To nic specjalnego,

Jest tyle pytań bez odpowiedzi.

Czy jest tam małe światło nadziei ?


Siła i honor

Jestem rycerzem damskiego serca,

Będę go bronił do ostatniego pęknięcia.

Czy warto go bronić, czy warto się starać?

Gromady złych uczuć za czasów starej szkoły,

Skrzywiły psychikę głupie matoły.

Brak zrozumienia, czas dojrzewania, chcesz wszystko zniszczyć.

Nowe fryzury, nowe ubrania,

To tylko oznaka ludzkiego wygnania .


Punk

Irokez na głowie, glany na nogach,

Idziesz przed siebie krokiem upadłego anioła,

Niekiedy szukać miejsca schronienia,

Źli ludzie wydrą twój umysł, potną na strzępy,

Szukasz ukojenia w międzyludzkich rozmowach,

Ale nigdy nie znajdziesz zrozumienia,

Bo wszystko umiera, wszystko wysycha,

Nawet ta miłość choć krótka , dość trwała,

Musi znaleźć miejsce swego przeznaczenia.

 

 Spartanka

Cały świat mym wrogiem,

Tylko Ciebie darzę uczuciem,

Wszyscy dbają o czubek nosa,

Gdy moi nieprzyjaciele powstają na łowy,

Ty bronisz mnie jak osa.

Już chcieli mojej głowy,

Już była na pieńku.

Jednym użądleniem powalasz miliony,

W moim umyśle tyle zmartwienia i lęku,

Daj podziękować za twoje trudy,

Wszyscy inni przy tobie to brudy.


Głos i wojna

Słuchając głosu alter ego,

Zaczynasz robić coś dziwnego.

Od początków życia szeptał ci do ucha,

Żebyś zniszczył wszystko,

I upadł tak nisko.

Masz może pięć lat, a w głowie ci wysadzanie.

Co się z tym światem stało?

Muszę wykonać swoje zadanie.

Nauczysz się kroczenia po szkle,

Ale już to wolę niż zadowolone ludzkie wole,

Stare wanny, trochę sadła, jakaś chemia.

Wszystko to duszy alchemia.

Kiedyś trawa, teraz kamienie.

Dzieci przed ekranami,

Ich chore iluzowanie.

Stają się ofiarami.

Wojna się zbliża,

Ma napędzać gospodarkę.

Zabija ludzi, to nas, po prostu obraża.

Czy chcemy prowadzić walkę?

USA się cieszy,

Zarobią miliony, pozbędą się długu.

Ale czy za to zło ktoś im się odwdzięczy?

Czy w naszych sercach jeszcze coś dźwięczy?


Człowiek

Poraniony, lecz ocalony,

Wychodzi z ciemności na światło,

Wewnątrz obrzydliwy, ale poukładany,

Kroczy wyboistą drogą do szczęścia,

Ale znajduje też wartościowe zaklęcia.

W nich zapisane drogi na skróty,

Uczy się na błędach,

Szuka oparcia w kolegach.

Tak naprawdę to bajka wciskana przez media.

Miłość jest najpewniejszą rzeczą na świecie,

Druga połówka to duszy odbicie.

Udaje się jej rozbić mocne okucie.

Wypełniają się wzajemnie,

Zakładam, że Coś z tego będzie!


Kryształ

Obiecałem pomstę na świecie,

Nie wykonam tego.

W moich planach: ,,Wszyscy spłoniecie !”,

Zrozumiałem, że trzeba zmienić,

Wychowanie odmienić.

Udało mi się to zrobić,

Lęk przed ludźmi, mizantropia,

Jednak i te cienie rozgonić.

Najsilniejszy przetrwa,

Ktoś znalazł moją zagubioną duszę,

Do Niej przyłączyć się muszę,

W formie brzydkiego kamienia,

Wymagającego długiego szlifowania.


 Przyjaźń

Najlepszych kumpli poznasz w przedszkolu,

Z ranami zadanymi do najgorszego bólu,

Minęło już 18 lat mój przyjacielu.

Wszystkiego najlepszego!

Wypiliśmy dość dużo wybujanego whisky,

Gadaliśmy o życiu i innych tematach,

Nie zapominając o tym co mamy w gaciach.

Sensu całego życia szukając,

Przez zamglone okno przyszłości spoglądając.


Frankenstein

Pomóż mi wyjść z grobu zapomnienia,

Nigdy wcześniej nie czułem takiego otrzeźwienia.

Czuję jakby, ktoś mojego mózgu raka wyciął,

Zadbałaś, by już nie wrócił,

Naprawiłaś zgniłe serce, nowy płomień się w nim rozniecił.

Jestem niczym Frankenstein z uleczonym szaleństwem Vaasa.

A teraz podaj mi dłoń swą,

Chcę przytulić duszę twą.

Z wnętrzem miłości tak gorącym,

Że aż płonącym.

Przejdziemy przez życie,

Wstaniemy dziś o świcie.

Nie mogąc doczekać się swojego widoku,

Zagłębiamy się w zamyśleniu i mroku,

Nad horyzontem burze i piękne pogody,

Na razie prowadzimy małe podchody.

Nigdy wcześniej nie spotkałem kogoś takiego,

Charakterem słodkiego.

Chociaż czasem bywa gorzko,

Bo chcesz mnie sprawdzić,

To nie będzie tak prędko…

Nie przedłużajmy tego momentu,

Nie chcę Cię zgubić podczas życiowego zakrętu.


Uzależnienie

Zerkamy na siebie,

W Tobie moje ocalenie.

Gdy Cię nie widzę jestem jak na odwyku,

Potrzebuję Cię jak niemowlak,

Który bierze pierwsze powietrza zaczerpnięcie.

Cała w stylu gotyku,

Promieniejąca mocą inteligencji,

Składanie przez Ciebie zdania są pełne tajemniczości,

Chyba coś złego jest na rzeczy,

Nie zwracam na to uwagi,

Dużo rzeczy w Tobie przeczy,

Ludzie chcę wiele,

A ja chcę tylko Ciebie!


Miłość

Miałem to na końcu języka,

Ty to nazwałaś,

Od zagłady uratowałaś.

Za żadne skarby nie chcę Cię stracić,

Takiego szczęścia przegapić.


Głębia

Piekło dawnych dni bucha z mojego umysłu,

Zagłębiam się w głębiny przygnębiającego zamysłu.

Ciemna sceneria filmów mym domem,

Rzeczywistość zakłócona mózgu rozwojem.

Podoba mi się wizja katastroficzna,

Wyglądająca niczym ludzkich istnień śmierć troficzna.

Spadający samolot Tylera Durdena,

To jego marzenie umrzeć spadając,

Łeb sobie o kamień rozwalając.

Ciała swoich wrogów po kątach rozrzucisz,

Z przygnębiających myśli ocucisz.

Pieśni padołu łez, wykrzykiwane przez umęczone serce,

Chcę je oddać Jej w podzięce ,

I dłużej nie męczyć swojej duszy,

Zanurzę się w miłości głuszy.


Feministyczno-liryczny

W imię miłości,

Niszczę słabości,

Szlifuję niedoskonałości,

Tracę złe umysłowe kości.

Wyrzucam z siebie demona.

Na podłodze sylwetka moja rozwalona.

Wybiegnę tak jak wtedy,

Gdy moja Pani była zła,

Wyciągnę ręce jak szybowanie orła,

Zmoczę ciało wodą, by zaszła osmoza,

Twoim znakiem głupia koza.

Wyrwę twoje metalowe zęby ze swojej godności,

A wszystko to z miłości,

Co z tego, że duszę trochę okaleczę,

Ważne, bo ja się uleczę.

Potrzebuję wewnętrznej siły,

By moje ręce w podłogę biły.

Wykonam kilka rytuałów wygnania,

By Twoja dusza w moim sercu doznała godnego przeżywania!


Świat

Urodzeni w bólu,

Ofiary niemego krzyku.

Tłamszeni niczym pszczoły w ulu,

Cierpienie dawkowane zastrzykami,

Pluszowe stare misie pod poduszkami.

Zdążyli rozsmakować się w tej truciźnie.

Największym utrudnieniem ich myślenie.

Niektórzy o kulce w łeb rozmarzają,

Inni na śmierć czekają.

Jeden z nich się zbuntował,

Duszę swoją uratował.

Odłączył się od czarnej parady,

Nie szukał ze światem zwady.

Poznał smak miłości,

Odzyskał resztki godności.

Zbudował dom na skale,

Bo piach zniszczyliby ludzie-szakale,

Karmiony najgorszymi śmieciami,

Zadowoli się smacznymi daniami.

Dla niego niewiele znaczy dużo,

Pod jego stopami drogi się kurzą.

Przyoblekł się w nowe szaty,

I schował nienawiść do szafy.

 
Slideshow by phatfusion
Design by Next Level Design Lizenztyp CC

-:)Yeti-Kolos(:-